1. lutego 2009

I. Ucieczka

Mieszkał w ubogiej paryskiej dzielnicy. Na oknie wisiały przyżółkłe firanki, same okna przepuszczały połowę promieni słonecznych, reszta ginęła w grubej warstwie brudu. W pokoju aż się prosiło o remont. Ściany aż lśniły od nadmiaru tłuszczu, w rogu wdał się grzyb. Nie interesowało go to. Nie zamierzał spędzić tu zbyt wiele czasu. Zgasił papierosa i opuścił swoja kawalerkę. To wszystko nikogo by nie zaskoczyło, gdyby nie fakt, że chłopak miał dopiero 18 lat.

Uciekł z domu, gdy miał 13 lat. Jego ojciec jak zawsze wrócił do domu pijany. Matka jak zawsze krzyczała i starała się przemówić mu do rozumu. Wiedziała dobrze, że niczego tym nie wskóra. On już po prostu taki był. Miała jednak nadzieję. Kochała go? Nie wiadomo, ale na pewno przywykła do takiego życia. Czy on ją kochał? Ciężko powiedzieć, ale nie potrafił bez niej żyć. Była mu potrzebna. Usługiwała mu, a on przywykł do tego. Tej nocy uderzył ją. To nie był pierwszy raz. Zdarzało się to ostatnio coraz częściej.

Ojciec bijący matkę. To bolesny obraz dla małego chłopczyka, którym był gdy to się zaczęło. Z czasem zaczął się od tego odcinać, odchodzić w własny, wyimaginowany świat, gdzie wszystko było możliwe, świat marzeń. Do awantur w domu przywykł. Fakt, że ojciec bije matkę zaakceptował. Bolało owszem, ale miał ważniejsze rzeczy na głowie. Planował ucieczkę. Nie spodziewał się jednak, że nastąpi to tak szybko.

Tamtej nocy było jeszcze gorzej, niż zwykle. Ojciec szarpał matkę i wlókł jej ciało po całym domu. Matka płakała wyjątkowo głośno. To sprawiło, że znieczulica jej syna pękła. Wyszedł z pokoju. Zobaczył jak ojciec stoi w kuchni z nożem kuchennym w ręce. Drugą ręką trzymał matkę za włosy, jednocześnie przyciskając nogę jej ciało do podłogi, by się nie wyrywała. Zupełnie tak jak kat nad skazańcem. On stał na schodach zaciskając rękę na poręczy. Drugą dłoń zacisnął w pięść, nie zauważając nawet, iż robi to z taką siłą, że przebija sobie naskórek i krwawi. Zbyt skupiony był na widoku ojca obcinającego matce włosy nożem. Sięgnął po wazon, który stał w salonie i cisnął nim z całej siły w ojca. Trafił centralnie w głowę i ojciec zemdlał. Stał chwilę jak wryty, nie dowierzając, że scena, którą wyobrażał sobie miliony razy, tym razem była rzeczywistością, po czym wrócił do swojego pokoju, wrzucił resztę rzeczy do torby i wybiegł z domu.

Poszedł na dworzec, wsiadł pierwszy lepszy pociąg i znalazł się w jednym z większych brytyjskich miast. Z matką widział się tylko raz. Błagała go by wrócił do domu. Mówiła, że ojciec mu wybaczy, że się zmienił. Nie uwierzył jej. Wiedział, że mówiła tak tylko dlatego, bo chciała by wrócił. Zmarła następnej wiosny. Przyjechał na jej pogrzeb. Stał z tyłu w oddali. Płakał. Nie chciał by ktokolwiek z rodziny dostrzegł jego obecność. Zarabiał w najróżniejszy sposób. Nauczył się francuskiego i wydał większość oszczędności na bilet lotniczy do Paryża, miasta jego snów.

Paryż go zachwycił. Jednak po jakimś czasie zbladł w jego oczach, uświadomił sobie, że to miasto nie jest takie jak w jego snach. Był tu jedynie jednostką pośród wielomilionowej masy. W głębi duszy czuł, że jest kimś wyjątkowym, lecz nie chciał się do tego przyznać przed samym sobą. Wmawiał sobie, że jest nikim. Był przez nikogo niezauważalnym Brianem Nemesem. Aż spotkał kogoś w swoim życiu kto uświadomił mu jak bardzo się myli…

________________

Next | 1 | Back | Return

Siostra:).mylog.pl | 1 lutego 2009

No nareszcie coś napisałeś. znasz moja ocenę. ale i tak się ciesze że ten rozdział powstał:) chce następny.


lilliana-evans | 2 lutego 2009

Noo Cinu doskonałe

Btw. tutaj Oska (; ;*



add to fav | guest book
Episodes: Prolog | I | II |